Jestem mamą i jest mi dobrze

W poszukiwaniu nowych, ciekawych tematów do felietonów trafiłam na australijski serwis Mamania (z jego założycielką był wywiad w „Wysokich Obcasach”), a tam na artykuł znanej tamtejszej dziennikarki pod prowokacyjnym tytułem Motherhood is easy („Macierzyństwo jest łatwe”).



Podziel się na


Jacinta Tynan ma dziewięciomiesięcznego syna i, jak sama pisze, ominął ją babyblues. W artykule napisała między innymi, że trudna to może być walka z rakiem albo opieka nad dzieckiem, które ma nowotwór, albo niemożność jego poczęcia – ale nie samo posiadanie dziecka. I że choć zdarzało jej się prowadzić sześciogodzinny program na żywo „we mgle bezsenności”, uważa, że nie jest to rzecz nie do przeżycia, a ścieranie wymiocin przed ważnym spotkaniem to nie dramat, tylko temat do żartów. Wie, że taki punkt widzenia nie jest ostatnio zbyt popularny, ale nie ma zamiaru brać udziału w popularnej licytacji, która z mam miała gorzej. Wszyscy ostrzegali ją przed masakrą, jaką jest pojawienie się dziecka i tylko nikt jej nie ostrzegł, że będzie miała dla niego takie pokłady miłości i cierpliwości.

Po publikacji tego artykułu na autorkę posypały się gromy; zarzucano jej, że jest bogata, ma pewnie nianię przez okrągłą dobę, a poza tym bezobsługowe dziecko. W internecie rozgorzała dyskusja na ponad tysiąc wpisów, a autorce implikowano, że poniża wszystkie kobiety, które nie czują się tak cudownie jak ona.

Przeczytałam uważnie ten artykuł i odkryłam w nim źródła jej radości (i irytacji u innych kobiet). Jacinta Tynan wróciła do ulubionej pracy, która pozwala jej na elastyczność przy dziecku oraz ma dobrą opiekunkę. Kropka. Wydaje mi się, że tu leży klucz jej dobrego samopoczucia. Z własnego doświadczenia wiem, że najgorsze jest przebywanie sam na sam z maluchem, z dala od życia dorosłych i innych ciekawych zajęć, przez dziesięć godzin na dobę (jedna z matek napisała nawet, że samotne zajmowanie się maluchem to praca katorżnicza).

Gdyby ktoś pozwolił mi na pracę poza domem na pół etatu, byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie. Ponieważ dla pracodawców taki model nie jest atrakcyjny, musiałam sobie zorganizować zajęcie sama, z różnym skutkiem (ale to już temat na inny felieton).

Większość młodych mam nie pracuje w telewizji i nie ma elastycznych szefów, jak Jacinta – stąd ich irytacja na kobietę, która pozwoliła sobie na powiedzenie: jestem mamą i jest mi dobrze.