Kim jest „doula”?

Lekarze potwierdzają, że obecność douli skraca czas porodu i rzadziej przy niej dochodzi do cesarskiego cięcia. Obecność zaufanej i troskliwej osoby zmniejsza wydzielanie hormonów stresu, które spowalniają akcję porodową.



Podziel się na


Kobieta, która służy

Miałam świetną położną, która opiekowała się mną przy pierwszym porodzie. Ale nie zdążyłam z nią porozmawiać tak, jak potrzebowałam, bo mój syn urodził się ponad dwa tygodnie przed terminem. Miałam do niej tyle pytań, ale gdy spotkałyśmy się pierwszy raz, było jeszcze na nie za wcześnie – mówiła. Następnym razem zobaczyłyśmy się już między skurczami.

Potem pomogła mi jeszcze przenieść się na salę porodową i przystawić dziecko do piersi. Ostatnim razem widziałam ją, jak wpadła do nas wykąpać dzidziusia. Ja znów z karteczką pełną pytań, ona w biegu. Miałam niedosyt.

A gdyby tak – fantazjowałam – mieć taką położną-terapeutkę na miesiąc przed i miesiąc po porodzie, kiedy cała jestem z wątpliwości i strachów? Jest taki model. Oto doula. To ładne słowo pochodzi z języka greckiego i oznacza kobietę, która służy pomocą rodzącej.

Tak naprawdę o douli dowiedziałam się z wywiadu z Magdą Mielcarz o jej porodzie i pierwszych miesiącach z dzieckiem w Nowym Jorku. Na początku pomyślałam, że to jakaś usługa dla gwiazd filmowych, jak wykwalifikowane pomoce domowe po specjalnych kursach psychologicznych. Okazuje się jednak, że doule są w Polsce i… są wśród nas.

Kiedyś funkcję douli mogła pełnić babka albo matka położnicy. Teraz, gdy prawie wcale nie ma rodzin wielopokoleniowych, a nasze matki mieszkają w innych miastach albo same rodziły bez czyjegokolwiek wsparcia i nie bardzo wiedzą, o jaką potrzebę nam chodzi, lepiej zdać się na pomoc wykwalifikowanej i empatycznej osoby. Może okazać się, że doulą bywa dobra położna, choć dobra położna z reguły jest zbyt zajęta, żeby spędzić z kobietą parę tygodni przed i po porodzie.

Dobra „doula”

Nie znam kobiety, której pierwszy poród wyglądałby dokładnie tak, jak sobie wyobrażała. Czasem jest lepiej, częściej gorzej, a prawie zawsze zupełnie inaczej niż sobie zaplanowała. Doula przeprowadziłaby nas za rękę – dosłownie – przez te trudne godziny. A wcześniej miałaby czas, żeby przygotować nas na różne dyskomforty połogu. Pierwsze dni i tygodnie po porodzie też nie są łatwe: jesteśmy niepewne w nowej roli i zmęczone, łzy często podchodzą nam do gardła. Nie każda może liczyć na pomoc kogoś z rodziny, a partner nie zawsze jest w stanie nas zrozumieć. W dużym mieście najczęściej już po dwóch tygodniach młoda mama zostaje z dzidziusiem sama; doula mogłaby jej towarzyszyć tak długo, jak byłaby potrzebna.

Lekarze potwierdzają, że obecność douli znacznie skraca czas porodu i rzadziej przy niej dochodzi do cesarskiego cięcia – prawdopodobnie dlatego, że obecność zaufanej i troskliwej osoby zmniejsza wydzielanie hormonów stresu, które spowalniają akcję porodową. Doula niestety nie zastąpi do końca położnej, bo nie może odbierać porodu i podejmować decyzji medycznych – ale w końcu nie od tego jest. Znalazłam już w Internecie oferty usług douli i choć nadal wydaje się, że to egzotyczna i kosztowna przyjemność, wieszczę jej popularność i sukces. Fundacja Rodzić po Ludzku otwiera kursy dla douli, więc wkrótce będzie ich więcej, a ich usługi tańsze i powszechniejsze, mam nadzieję.

Poród bliżej natury

Życie bliżej natury jest zdrowe i modne, ale poród w domu wybierają już prawdziwi śmiałkowie (śmiałkinie?) – i prawie nigdy przy pierwszym dziecku. Prawdą jest, że w razie niespodziewanych powikłań lepiej mieć łatwy dostęp do intensywnej opieki medycznej. Myślę sobie, że taka doula byłaby więc brakującym łącznikiem między stechnicyzowaną (ale bezpieczną) formą współczesnego porodu, a dawnymi sielskimi czasy (w których kobiety jednak często umierały podczas narodzin swojego dziecka). Może udałoby się dzięki niej połączyć komfort domowego porodu z bezpiecznym zapleczem szpitala położniczego.

Obecność douli może też zbliżyć nas do mitycznego porodu… z orgazmem. Słynny film Poród w ekstazie, który zafascynował wiele przyszłych matek, wyreżyserowała właśnie wieloletnia doula, Debra Pascali-Bonaro. Skoro podczas porodu wydziela się oksytocyna, hormon miłości, może uda się nam skanalizować ją tak, żeby urodzić z rozkoszą?