Kto wierzy w świętego Mikołaja?

Zbliżał się wieczór. Za oknem zrobiło się już ciemno. W domu panowało przyjemne napięcie i atmosfera wyczekiwania.



Podziel się na


Mamo, mamo, podnieś mnie do okna! Musimy sprawdzić, czy jest już pierwsza gwiazdka na niebie! – wołałam podekscytowana.
Marta, ale masz czerwone i ciepłe policzki. Może masz gorączkę? – pytała mama.

To nie gorączka była sprawcą wypieków, na moich dziecięcych policzkach, tylko ogrom emocji spowodowany wyczekiwaniem na tego rzadkiego gościa zwanego Mikołajem.

Jak co roku podchodziłyśmy z mamą do okna, a tata nagle stwierdzał, że pora iść wyrzucić śmiecie.
Po chwili słychać było pukanie do drzwi i przychodził właśnie on – Św. Mikołaj.

Trochę żałowałam, że tata nigdy nie może się z nim spotkać. Próbowałam przeciągać odwiedziny Mikołaja do czasu powrotu taty, ale nigdy się to nie udało. Uwielbiałam wchodzić Mikołajowi na kolana i ciągać go za brodę. Pewnego razu broda ta nie wróciła już na swoje miejsce, tylko wisiała lekko przekrzywiona, lecz ja wciąż nie miałam wątpliwości dotyczących autentyczności mojego gościa. Z roku na rok zaczęło pojawiać się coraz więcej pytań: „Dlaczego za drzwiami stoi kosz ze śmieciami, które miał wyrzucić tata?”, „Dlaczego Mikołaj pachnie tatą?”, „Dlaczego kubrak Mikołaja jest podobny do wywróconego na lewą stronę kubraka taty?”. Znaków było coraz więcej, a ja wciąż chciałam wierzyć w tą wyjątkową osobę, która jakoś tak coraz bardziej stawała się moim tatą.

Jakieś 25 lat później…

Moje córki z przejęciem biegają od okna, do okna sprawdzając, czy jest już pierwsza gwiazdka na niebie. Wołam wszystkie dziewczynki do kuchni, siadamy na parapecie i czekamy. W tym czasie do salonu przez drzwi tarasowe wchodzi Mikołaj i stojąc przy kominku, woła dziewczynki.

Mamo, mamo już jeeeeeeeeeeeest! – wołają pełne radości.
Ho, ho, ho, ho, ale ciasny ten wasz kominek, ledwo się przez komin przecisnąłem! – woła grubym głosem Mikołaj.

Odwiedziny tegoż gościa budzą niesłychanie wiele emocji u moich córek. W chwilę po jego wyjściu bliźniaczki zasypiają. Tylko Alicja przed snem pyta: „Mamo, dlaczego Mikołaj wyglądał jak babcia Joanna?”. W zeszłym roku udało mi się jeszcze wybrnąć z tych podejrzliwych pytań mojej wtedy pięcioletniej córki. Co przyniesie ten rok? Dla Ali pewnie rozczarowanie. Jak wciągnąć Alicję w tą grę udawania, żeby nie uświadomiła młodszych sióstr zbyt szybko? Jeszcze nie wiem. Może Wy mi coś podpowiecie?

A jak wygląda to w Waszych domach?