Mała księżniczka

„Ostatnio zaczęłam myśleć w ten sposób o dzieciach. One są jak małe roślinki. I jeśli będzie się je ciągle obracać w stronę słońca, to one również się wyprostują.” A.Faber, E. Mazlish



Podziel się na


Myślałam, że księżniczki żyją tylko w bajkach, a tu proszę – taka niespodzianka!
Spadła mi kredka. Mamo podaj!
Ubierz mnie! Rajstopy chcę te różowe, a spódnica koniecznie musi być taka kręcąca i te błyszczące pantofelki; do tego opaska z koroną.
Nakarm mnie, mamo!
Uczesz mnie, tylko tak, żeby ta różowa spinka była z prawej strony, a te dwie po drugiej, ale nie za wysoko!
Dziś jem tylko płatki. Chcę płatki!

Czyż to nie rozkazy apodyktycznego władcy? Nie, to tylko słowa mojej niespełna pięcioletniej córki. Przez kilka lat wpajałam jej magiczną moc słów: „proszę, przepraszam, dziękuję”, ale jak widać – pamięć dziecka jest bardzo wybiórcza.

Czasem zastanawiam się, czy nie popełniłam zbyt wielu błędów wychowawczych, ale kiedy czekam na nią w przedszkolnej szatni, ku mojemu zaskoczeniu słyszę z ławki obok:
Mamo, załóż mi buty, tylko szybko, bo Janek już wyszedł i musimy go dogonić.
Tato, podnieś mi natychmiast moje rękawiczki, bo się ubrudzą!
Mamo, idź po moje rysunki, które zostały w sali!
Podaj, podnieś, przynieś, ubierz!
Okazuje się, że świat jest pełen małych księżniczek! Wiec to nie tylko moja dama posiada władcze instynkty!

Często chcemy wynagrodzić dziecku brak czasu spowodowany np. natłokiem pracy, czy chociażby narodzin rodzeństwa. Powodów znajdzie się milion. Chcemy dać mu coś więcej – żeby poczuło się wyjątkowe. I podajemy, ubieramy, karminy. Nawet nie zdążymy się obejrzeć, a dziecko przyjęło już rolę małej księżniczki.

Adele Faber i Elaine Mazlish w swoje książce „Wyzwoleni rodzice wyzwolone dzieci” tak opisują księżniczki: „Dostają wszystko, czego żądają. Najpierw wydają rozkaz. Jeśli to nie odnosi skutku, odwołują się do niezawodnych metod: krzyków i łez”. Kiedy jedna z bohaterek książki odkrywa, że jej córka ciągle od niej czegoś żąda, stwierdza: „Moja mała księżniczka jest rozpieszczonym bachorem.”

Odkrycie posiadania w domu małej księżniczki najpierw szokuje, denerwuje, często rodzi poczucie winy. Nieważne skąd i dlaczego w naszym domu wzięła się księżniczka. Według A. Faber i E. Mazlish pytanie brzmi: „Jak to naprawić? Jak zmienić rozpuszczonego bachora w ludzką istotę?”.

Naczytałam się mądrej literatury i teraz zastanawiam się: co z tą moją władczynią począć? Podobno najlepiej znaleźć jakiś sposób, aby przesłać dziecku inny przekaz, inny wizerunek jej osoby. Że nie jest już księżniczką, ale pełnowartościowym człowiekiem. Postanowiłam nie nazywać jej już nawet w żartach „księżniczką” i próbować doceniać każdy, nawet najdrobniejszy z jej strony gest wyrażający myślenie i troskę o innych.

Na początku było mi trudno dostrzec takie zachowania. Myślałam jednak, że przecież moja córka jest dobrym dzieckiem i muszę być tylko bardziej uważna.

Kiedy następnego ranka znowu usłyszałam:
Mamo załóż mi rajstopy!
Zamiast nerwowo zwracać córce uwagę, że jest duża i przecież już dawno powinna robić to sama, powiedziałam:
Widzę, że sama założyłaś bluzkę. Z pewnością świetnie poradzisz sobie i z rajstopami. – po czym wyszłam z pokoju.

Po 5 min. przyszła do mnie ubrana i gotowa do wyjścia. Nie mogłam uwierzyć. To działa! Wystarczy dać dziecku inny przekaz. Zamiast „nie umiesz, nie poradzisz sobie sama” – zaszczepić w nie wiarę, że da radę.

I teraz, tak jak bohaterka książki, o której pisałam zaczynam myśleć o dzieciach, jak o małych roślinkach. Jeżeli będziemy je ciągle obracać w stronę słońca – to się wyprostują.