Mam już kogoś do kochania

Mam już kogoś do kochania, czyli o intymności po urodzeniu się dziecka.



Podziel się na


W zupełnie przeciętnej książce – już nawet nie pamiętam jej tytułu – przeczytałam kiedyś piękne zdanie: – Po narodzinach dziecka kobieta przestaje być kwiatem, staje się glebą. Co to dla nas oznacza? Niekoniecznie od razu to, że zwiędłyśmy bezpowrotnie. Chodzi raczej o zmianę epicentrum naszego świata – i emocjonalne poradzenie sobie z tym faktem.

W zdrowym i bezpiecznym związku pojawienie się dziecka jest jego kulminacją i doskonałym wypełnieniem – co nie oznacza oczywiście, że świeżo upieczeni rodzice są z natury przygotowani na wszystkie niespodzianki, jakie przyniesie im maluch. Okres połogu bywa trudny nie tylko dla kobiety, ale także dla jej partnera, choć dziś mężczyźni coraz częściej są już przygotowani na fizjologiczną stronę macierzyństwa poprzez uczestnictwo w porodzie.

Pierwsze pół roku z niemowlęciem, które kobieta spędza zazwyczaj samotnie, może też odbić się negatywnie na jej psychice, poczuciu własnej wartości, a co za tym idzie – szczęśliwym związku z ojcem dziecka. Zmęczenie i nieprzespane noce też nie pomagają w utwierdzaniu się we wzajemnej atrakcyjności. Na dodatek młodzi rodzice często skarżą się, że jak tylko pomyślą o zbliżeniu, maluch się budzi, nawet jeśli przed chwilą spał kamiennym snem. Psychologowie wiedzą, że dzieci instynktownie niechętnie reagują na czułości rodziców, gdyż może to grozić… pojawieniem się dla nich konkurencji.

Jak więc pielęgnować intymność i udane życie seksualne w sytuacji, gdy w pokoju obok śpi nowy domownik? Przede wszystkim należy pamiętać, że czułość i seks jest nam teraz potrzebna bardziej niż kiedykolwiek – znamy przecież niezwykłą moc, jaką daje nam świadomość, że kochamy i jesteśmy kochani, pragniemy i jesteśmy pożądani. Z takim nastawieniem łatwiej będzie znaleźć czas i siłę dla siebie nawzajem. Po drugie, pielęgnujmy poczucie humoru: niestraszna nam wtedy będzie trzecia pobudka malucha podczas leniwego wieczoru czy namiętnej gry wstępnej. W końcu jesteśmy już pełnoprawną rodziną, a nie kochankami podczas pierwszej nocy, kiedy byle dyskomfort może zepsuć magię chwili…

Miłość do naszego dziecka nie powinna rosnąć kosztem miłości do partnera: powinna się raczej pomnażać i potęgować. Gorzej, gdy dziecko zapełnia dziurę emocjonalną, która pojawiła się w związku dwojga dorosłych – wtedy może mieć toksyczną siłę, niszczącą zarówno rodziców, jak i malucha. To tytułowe zdanie: „mam już kogoś do kochania” pojawia się na ustach wielu młodych matek i jest przyczyną – pewnie słuszną – zazdrości u ich partnerów. Nie jest tak, że pojawienie się „nowego obiektu do kochania” unieważnia wcześniejszą miłość: co będzie, jeśli na świecie pojawiłoby się kolejne dziecko? To na niego przeleje się wszystkie bez wyjątku uczucia? Tutaj miejsce na truizm, ale prawda nie unieważnia się przez to, że jest często powtarzana: uczmy się dzielić miłością, czasem, który wówczas magicznie się pomnaża – wypełnimy wtedy do końca swoje przeznaczenie. I siebie.