Mama i przyjaciółka singielka

Mama i przyjaciółka singielka? Tak, to się uda! (Drogie singielki! Nie skreślajcie matek!)

przyjaciółki na kocu na trawie


Podziel się na


Przyjaźń matki z matką wydaje się być najwygodniejsza. Bo mają takie same zmartwienia i problemy. Bo cieszą się z podobnych „błahostek”. Nie to, co singielki…

Wygodna przyjaźń

Jakoś tak się utarło, że mamy – kumplują się z mamami. I to zwykle z tymi, które wybierze ich dziecko. Mała podeszła do innej dziewczynki i podała jej łopatkę? Zachwyt obydwu mam gwarantowany. I rychła przyjaźń również. Zwłaszcza, jeśli mieszkają na tym samym osiedlu. Nić sympatii została zawiązana. Co prawda rozwijać się będzie przede wszystkim na ławce – obok piaskownicy, gdzie urocze dziewczynki będą stawiać babki, bo o wspólnym wyjściu na kawę czy zakupy nie może być mowy. W końcu obie mają dziecko i wiedzą, jak to jest.

Ale o to właśnie chodzi. Przyjaźń matki z matką wydaje się być najwygodniejsza. Bo ona ma takie same zmartwienia i problemy. Bo ona cieszy się z podobnych „błahostek”. Bo ona może godzinami słuchać o dziecku i jeszcze ma drugie tyle do opowiedzenia. A jak potakuje, to wiadomo, że rozumie. Bo ona też nie ma na nic czasu i nie będzie nas wyciągać na jakiś obiad na mieście (ani tym bardziej na drinka).

Jak matka z matką

To prawda – posiadanie znajomych mam jest cenniejsze niż piasek w piaskownicy. Bo zamiast siedzieć z nosem w telefonie, kiedy nasz szkrab stawia warownię, można miło spędzić czas – poplotkować i się pośmiać. Można na bieżąco wymieniać opinie i doświadczenia, doradzić się czy rozwiać ewentualne wątpliwości. Można wreszcie wziąć dziecko pod pachę i pod pretekstem zorganizowania mu czasu w deszczowy dzień, wypić kawę w cudzej, a nie w swojej kuchni.

przyjaciółki na plaży

Ale przyjaźń matki z matką często kończy się właśnie na dziecku – zwłaszcza ta, która od dziecka się zaczęła. Ogranicza się wyłącznie czy przede wszystkim do kwestii i tematów okołodziecięcych. Czy uda jej się przetrwać, kiedy dziecko podrośnie i przestanie nam wypadać interesować się kolorem jego kupki? Czy kiedy dziecko przestanie nas łączyć, pozostanie coś, dla czego zdecydujemy się kontynuować naszą relację? Czy to na pewno relacja kobiety z kobietą czy może wyłącznie matki z matką…?

Gdy łączy nas tylko dziecko…

Oczywiście każdy przypadek jest inny. Wiele jest kobiet (a przynajmniej kilka), które poznało się właśnie dzięki dziecku i zaprzyjaźniło na lata. Bo wprawdzie to dziecko je „połączyło”, ale ich relację pozwoliły utrzymać wspólne wartości, przekonania czy poglądy na życie, podobne charaktery czy osobowości. Jeśli podstawą i fundamentem naszej „przyjaźni” jest wyłącznie dziecko, z dużym prawdopodobieństwem ta relacja nie przetrwa próby czasu. Bo to, że lubią się mamy, nie znaczy, że polubić się muszą i dzieci.

Bo z czasem zabawa w piaskownicy, gdzie w zasadzie niepotrzebne są słowa tylko piasek, przestanie im wystarczać. Bo będą chciały spędzać czas z kimś, kto lubi podobne bajki i nie znosi tych samych dzieciaków z osiedla. Przykład może nieco przerysowany, ale unaocznić ma fakt, że dziecko dobiera sobie znajomych samodzielnie. Ci „wybrani” przez mamę wcale nie muszą mu odpowiadać. I odpowiadają tym mniej, im bardziej mama stara się przekonać, że są fajni.

Matka i singielka – tego nie da się połączyć?

Czy negujemy przyjaźnie matek? Nic z tych rzeczy! Same posiadamy wiele wartościowych relacji, które zawiązały się właśnie obok huśtawki. I mamy ogromną nadzieję, że przetrwają dłużej niż do momentu, w którym dzieciaki rozejdą się do różnych podstawówek. Chcemy jedynie obalić mit, że matka i przyjaciółka singielka to relacja z góry skazana na stracenie. Bo będąc matkami ciągle jesteśmy kobietami i nie musimy rezygnować z kobiet, które matkami nie są.

W internecie znajdziemy mnóstwo tekstów, których autorzy próbują nam wmówić, że kiedy kobieta staje się matką, jej przyjaźnie z kobietami bezdzietnymi ulegają zerwaniu. Niektóre stopniowo, inne z hukiem i trzaśnięciem drzwiami. Bo przecież matka chce rozmawiać tylko o dziecku. Bo przecież matka ciągle pokazuje słodkie zdjęcia swojego bobaska. Bo przecież matka nie jest w stanie wyjść z domu dalej niż do osiedlowego warzywniaka. Zapewne czytając tytuł i tego artykułu spodziewaliście się podobnego wydźwięku.

No bo przecież mama i singielka – tego nie da się pogodzić. Da się! I naprawdę warto.

przyjaciółki siedzą na ławce w kawiarni

Do góry nogami

To prawda, że kiedy w życiu kobiety pojawia się dziecko, potrafi zupełnie zdominować jej czas i codzienność. Do tego stopnia, że na wiele rzeczy, przyjemności, rozrywek brakuje już miejsca. Dziecko sprawia, że świat kobiety staje na głowie – z tym faktem trudno się nie zgodzić. Ale jeśli mamy prawdziwą przyjaciółkę u boku, to z pewnością zrobi ona wszystko, żeby z powrotem postawić go na nogi – co najwyżej nie całkiem w pionie.

Wytrzyma z poniesioną głową i zaciśniętymi w szczerym uśmiechu zębami pierwsze, najtrudniejsze tygodnie. Dzielnie obejrzy do końca każdy nudny filmik z bobaskiem w roli głównej i zostawi serduszko przy wszystkich zdjęciach – nawet, jeśli różniłyby się tylko kolorem śpioszków. Przejmie się najdrobniejszym problemem, nawet jeśli w jej uszach zabrzmiałby on jak głupi żart. Przyjmie za bezwzględną prawdę każdą „wymówkę” przed wyjściem z domu. Da swojej przyjaciółce swoistą „taryfę ulgową”, za którą sama zapewne będzie wdzięczna za jakiś czas. Wtedy, kiedy i jej przyjdzie zmierzyć się z wyzwaniem pod hasłem macierzyństwo.

Na szczęście jest ONA!

To prawda, że kiedy pojawia się dziecko, kobieta w jakimś sensie „znika” dla świata. Pochłania ją dom, nowe obowiązki i nieznane wcześniej emocje, których ilość i skala ją przytłacza. Trudno jej się dziwić, że w tym wszystkim zapomina o sobie samej. O tym, że wartościowe relacje z innymi ludźmi są niezwykle potrzebne do prawidłowego funkcjonowania. Że wyjście z domu (nie tylko na spacer z wózkiem) to potrzeba niemalże fizjologiczna. Że chwilowe oderwanie się od codzienności to klucz do tego, by jak najsprawniej tę codzienność okiełznać. Na szczęście z czasem mama zaczyna sobie owe prawdy uzmysławiać. Zaczyna odczuwać potrzebę, by wreszcie porozmawiać o czymś innym, niż o dziecku. Z inną mamą, cóż, rozmawia się wspaniale, ale trudno ukrywać, że temat dzieci jest niewyczerpywalny…

Na szczęście jest ONA! Przyjaciółka singielka, z którą można porozmawiać o filmach, kosmetykach, torebkach albo zwyczajnie poplotkować o niczym.

Przyjaciółka, która jest na czasie z … życiem. Wie, co się teraz ogląda i czyta. Opowie o kilku filmach i poleci dwa, z czego mama może wybrać ten jedyny (i wreszcie ma motywację, żeby znaleźć czas dla siebie). Przyjaciółka, która potrafi zainspirować i zmotywować do zadbania o siebie (przyjaciółka mama też dba, ale to oczywiste, że na placu zabaw zazwyczaj pojawia się w podkoszulku i jeansach – nie, nie w dresach). Bo przyjaciółka singielka wie, co jest teraz modne i podpowie, gdzie to kupić najbardziej korzystnie. Bo można przy niej choć na chwilę zapomnieć, że jest się matką. A raczej przypomnieć sobie, że jest się także kobietą.

kobiety w sukienkach z kwiatami w dłoniach stoją przy ścianie

W różnych przestrzeniach czasowych

Przyjaciółka singielka zwyczajnie ma czas, którego zwykle brakuje innym mamom. Mamom trudniej się „zgrać” – dziecko jednej ma drzemkę, dziecko drugiej gotowe na spacer. Dziecko jednej ma katar, dziecko drugiej szczepienie. Wymieniać by można bez końca. Tymczasem mama i singielka żyją niejako w różnych czasoprzestrzeniach. Kiedy jedna kładzie dziecko spać, druga z powodzeniem może wyjść z domu. Kiedy jedna wstaje skoro świt, druga może pospać do woli. I mimo, że kalendarz tej ostatniej zwykle jest napięty, wykazuje się naprawdę dużą dozą elastyczności (o ile oczywiście zależy jej na relacji z przyjaciółką mamą). I właśnie dzięki temu przyjaciółce z dzieckiem i bez dziecka znacznie łatwiej zorganizować spotkanie. Mogą się umówić w czasie drzemki malca, a nawet podczas jego obiadu. Przyjaciółka bez dziecka może też wpaść wieczorem, kiedy malec już zaśnie. Z inną mamą byłoby to pewnie niemożliwe…

To nieprawda, że matki powinny przyjaźnić się tylko z matkami, a relacja mamy i singielki jest z góry skazana na stracenie. Na początku na pewno nie będzie łatwo, bo jedna z nich wchodzi w zupełnie nowy etap swojego życia i otrzymuje rolę, do której nie dostała scenariusza. Nauczenie się jej może zająć trochę czasu, w którym będzie zdecydowanie mniej dostępna i bardziej zaaferowana innymi sprawami. Ale prawdziwa przyjaciółka to zrozumie. Nie, nie będzie stać z boku i czekać na swoją kolej. Podejmie próbę uczestnictwa w tym nowym życiu bliskiej sobie osoby. Przymknie oko na to i owo, popatrzy z pobłażaniem i powstrzyma się przed uszczypliwym komentarzem. A kiedy już nadejdzie ten moment, pociągnie za rękę z powrotem do świata żyjących.