Mama w szponach nałogu

W ciąży nie wolno palić papierosów ani pić alkoholu. Wszyscy to wiedzą. To jest jedna z tych prawd oczywistych, jak dwa plus dwa równa się cztery czy że kromka zawsze spada masłem w dół.



Podziel się na


Ale czy ktoś się w ogóle zastanawia jak trudno to zrobić, poza – naturalnie – samą zainteresowaną?

Twierdzenie, że w ciąży należy odstawić papierosy i alkohol a do tego jeszcze szereg innych dobrych rzeczy, jak na przykład ser pleśniowy albo zabawy z obcym kotem, niczym się nie różni od wielu innych złotych prawd. Jedz pięć porcji warzyw i owoców dziennie. Unikaj kawy i ostrych przypraw. Kładź się spać przed północą. Regularnie uprawniaj sport. Te zalecenia słyszmy na co dzień. I gdyby ich wdrożenie w życie było tak łatwe, jak myślą doradcy, to nie mielibyśmy fałdek tłuszczu, cellulitu, kaca ani bólów krzyża. Skoro otyłemu trudno przejść na dietę i w niej wytrwać, skąd pomysł, że kobiecie w ciąży łatwo zerwać z nałogiem na – z grubsza biorąc – dwa lata (ciąża plus karmienie)?

Bo robi to dla zdrowia swojego nienarodzonego dziecka, brzmi odpowiedź. I choć to święta prawda, dopóki do kobiecej świadomości w pełni nie dotrze wiadomość, że w jej brzuchu siedzi mały człowiek, zrywanie z nałogiem wcale nie jest proste.

Spotkałam się niedawno z grupą kobiet, którym udało się rzucić palenie. Większość z nich miała dzieci w wieku żłobkowym lub przedszkolnym, a jednak z nałogiem zrywały dopiero teraz. Na pytanie, dlaczego, odpowiadały zgodnie, że teraz robią to z własnej woli, podczas gdy rzucanie w ciąży traktowały jak odgórny przymus.

I naprawdę coś w tym jest. Moim pierwszym odruchem na widok dwóch kresek na teście ciążowym było sięgnięcie po papierosa. Ponieważ jednak paraliżował mnie lęk przed urodzeniem chorego dziecka, pognałam do apteki po plastry z nikotyną. Mój ginekolog, któremu przyznałam się do stosowania nikotynowej terapii zastępczej, zapewniał mnie z przekonaniem: Lada moment będzie pani miała mdłości i ochota na dymka minie jak ręką odjął. Ale nie minęła, bo żadnych mdłości nie było. Smród tytoniowy był dla mnie zapachem tak pożądanym, że na przystankach ustawiałam się w pobliżu palaczy, żeby tylko nawąchać się dymu. Widok papierosów budził we mnie nieposkromione żądze, a widok palaczy – nieodżałowane poczucie straty.

Jak gdyby tego było mało zapałałam też ochotą na alkohol. Przed ciążą byłam właściwie abstynentką. Alkohol mógł dla mnie nie istnieć, a jeśli już, to jakieś dobre wino od wielkiego dzwonu. Natomiast w drugim trymestrze zachowywałam się już rasowy alkoholik na przymusowym odwyku. Kontemplowałam półki w sklepie monopolowym planując, czego się napiję po porodzie. A miałam ochotę naprawdę na wszystko – od piwa począwszy przez wina, wiśniówki i nalewki na whisky kończąc. Zdarzyło mi się dwa razy skapitulować i umoczyć język w kadarce, a przed wypijaniem hektolitrów karmi powstrzymywał mnie wyłącznie lęk przed jego wysoką kalorycznością.

Pierwsze miesiące po porodzie były jeszcze gorsze. Przez 9 miesięcy ciąży można przynajmniej folgować zachciankom kulinarnym, a pierwsze tygodnie karmienia to okres restrykcyjnej diety. Nie dość, że człowiek dalej nie może pić ani palić, to jeszcze na okrągło żywi się marchewką, kurczakiem i ryżem. Młodej kapustki – nie wolno. Kalafiora – nie zaleca się. Owoców pestkowych – nie wolno. Młody groszek – niewskazany. A to był sam środek lata!

W głębi duszy prosiłam moją córkę, żeby przeszła jej ochota na cycka. Oczywiście, że znałam długą listę zalet karmienia piersią, ale jakoś nie dawałam się przekonać, że dzieci na modyfikowanym mleku będą miały w późniejszym życiu przechlapane. Na szczęście moja córka to równa babka, więc dość szybko wysłuchała tych próśb, dzięki czemu mogłam wreszcie oddać się rozpuście. I – jak na wyrodną matkę przystało – wychodziłam z nią na spacer, siadałam na ławeczce i popijając piwo oraz paląc papierosa czytałam Elle zamiast jakiejś „matczynej” lektury.

Spotkanie ze świeżo wyleczonymi z nałogu kobietami nie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, ale przede wszystkim uzmysłowiło mi, że grzechy i słabości w ciąży są tematem tabu. Większości poznanych ex-palaczek zdarzyło się w ciąży zapalić papierosa albo wypić kieliszek wina. Niemądrze? Bardzo nawet, ale spójrzmy prawdzie w oczy – ciąża to nie jest stan, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemienia nas w orędowniczki zdrowego trybu życia. A przynajmniej nie zawsze tak jest. Dlatego za wszystkie mamy w szponach nałogu trzymajmy mocno kciuki.