Papierowe nocniki dla dzieci

Słysząc komendę „siku”, z radością podstawiamy kolorowy nocniczek, jakby dziecko właśnie zrobiło nam najwspanialszą niespodziankę na świecie.



Podziel się na


Co jednak w sytuacji, kiedy wybieramy się na dłuższą wycieczkę czy spacer i noszenie ze sobą dziecięcego nocniczka raczej nie wchodzi w grę?

Niestety, maluchy często zgłaszają chęć skorzystania z toalety w miejscach zupełnie nieprzystosowanych do spełniania ich dziecięcych potrzeb. Czy w takich sytuacjach musimy wrócić do pieluchy, od której tak usilnie staramy się dziecko odzwyczaić?

Brak pieluchy – brak problemu?

Opcji jest sporo – np. toaleta publiczna. Zauważmy jednak – zazwyczaj nawet dorośli starają się jej unikać jak ognia. Niektórzy wolą już nawet wejść do kawiarni, zamówić cokolwiek i skorzystać z tamtejszej ubikacji, byleby tylko nie mieć kontaktu z miejską kabiną. I trudno się dziwić. Zarówno mało estetyczny wygląd, jak i niezbyt przyjemny zapach mogą skutecznie zniechęcić do korzystania z miejskiego WC. Nie mówiąc już o maluchach, których powyższe warunki mogą łatwo odstręczyć od trenowania w nich swoich, dopiero co nabytych umiejętności.

Jeśli jesteśmy z dzieckiem w parku czy lesie, alternatywą jest pobliski krzaczek. O ile jednak wzrok przechodzących u dziecka jeszcze nie budzi konsternacji, możliwość złapania kleszcza, „wilka” czy innych paskudztw, a także mało higieniczne warunki raczej zniechęcają rodziców do korzystania z tego rozwiązania. Nie mówiąc już o fakcie, że w publicznych miejscach takie „niespodzianki” za drzewem nie są mile widziane przez innych bywalców. No i jeszcze jeden problem – na nic liberalizm rodziców w kwestii załatwiania się za krzaczkiem – maluch sikający na siedząco dopiero od niedawna, może zwyczajnie odmówić/nie umieć załatwić się w przysiadzie.

Niestety, dziecko, które fizjologiczne zachcianki potrafi zgłaszać od niedawna, nie sprawdza się najlepiej, jeśli chodzi o umiejętność wstrzymania swojej potrzeby chociażby kilkanaście minut (czas potrzebny rodzicom na znalezienie toalety). Jak więc widać, odpieluchowanie wcale nie oznacza, że pozbyliśmy się raz na zawsze problemu z dziecięcą fizjologią. Można wręcz powiedzieć, że odstawienie pieluchy rodzi kolejny – i to spory – kłopot. Bo tamta – nie ma co ukrywać, to dla rodziców naprawdę niemały komfort.

Nocnik – na każdą okazję

Opisane dylematy ma z pewnością sporo rodziców. Jedna z mam, której problem nie był obcy, postanowiła znaleźć wyjście z sytuacji. Zaprojektowała – jednorazowy nocnik z tektury. „Tron”, bo tak został nazwany, miał być odpowiedzią na dziecięce (i rodzicielskie) potrzeby, których nie spełniały oferowane na rynku akcesoria. To niezwykle lekki, mały (niewiele większy niż tabliczka czekolady), jednorazowy, w pełni biodegradowalny nocnik, który zmieści się w każdej torebce czy nawet w kieszeni (choć może być także noszony w ręce – wyposażony jest w uchwyty foliowe, które sprawiają, że po złożeniu przypomina małą torebeczkę).

Jego rozkładanie nie wymaga żadnych umiejętności (harmonijkowa konstrukcja sprawia, że rozkłada się automatycznie po wyjęciu z opakowania), podobnie jak składanie po użyciu – zamykający element zapewnia szczelność oraz łatwe przenoszenie zużytego nocniczka. Tron jest wyposażony w odznaczający się wysoką chłonnością wkład – jest w stanie wchłonąć szklankę cieczy w około pół minuty, co zabezpiecza zawartość przed wylaniem się, bez względu na pozycję, w jakiej trzymamy nocnik. Co więcej, pochłania nieczystości, zarazki oraz brzydkie zapachy. Mimo swojej lekkości, jest bardzo wytrzymały – znosi nacisk do 30 kg bez ryzyka powstania odkształceń. Taki „sprzęt” można ze sobą zabrać praktycznie wszędzie – na spacer, do parku, na wycieczkę, plażę i użyć w przypadku nagłej potrzeby dziecka. Dzięki temu nie zmuszamy malucha, który właśnie nauczył się korzystania z toalety, do odnawiania przyjaźni z pieluchą.

——————

Tron to produkt polski, jak na razie nie mający konkurencji w swojej dziedzinie – zarówno w kraju, jak i za granicą.