Ssak z muszelki, czyli skąd się biorą dzieci

No jasne, że jako nowoczesna matka wiedziałam, że pewnego dnia pojawi się temat narządów płciowych i dzieci. Pewnego dnia, czyli za jakieś 5 lat. Ale żeby zaraz po czwartych urodzinach? I to z taką dociekliwością?



Podziel się na


Zaczęło się od pipci, którym to epitetem chłopcy zaczęli maltretować dziewczynki. Dla mojej córki to był cios poniżej pasa. Wytłumaczyliśmy jej więc spokojnie, że kobiece narządy są określane na wiele sposobów, a jednym z nich może być „muszelka”. Posiadanie muszelki wydało się naszemu dziecku dużo fajniejsze niż posiadanie pipci. Na przykład prowadziłyśmy takie rozmowy:

Ja: Idź zrób siku.

Nela wraca po 30 sekundach z łazienki.

Ja zdumiona: Tak szybko?

Ona: Tak, bo moja muszelka jest błyskawiczna!

Mamy w domu zwierzęta, więc moja córa oczekiwała narodzin małych szczurków. Wiedziała, że są u mamy w brzuchu i że się mają wkrótce wyjść na świat. Pytanie tylko, którędy? Przez pępek? Przez buzię? Jak nie, to którędy? Za pierwszym razem udało mi się wybrnąć z tego pytania tłumacząc, że maluchy wyjdą z brzuszka i – ach – jakie będą śmieszne: łyse i z zamkniętymi oczami. Za drugim razem nie poszło tak łatwo.

Nelka jest wielką fanką zwierząt i takie stworzenia jak lotopałanka, galago, pancernik, rzekotka i zebroogonka nie są dla niej żadną tajemnicą. Dostała więc nieco bardziej zaawansowaną książkę o ssakach, płazach, gadach i ptakach. Nauczyła się z niej, że – na przykład – delfin nie jest rybą, że gady rodzą się z jaj, tak samo jak ptaki i że mała żaba to kijanka. Potem jednak jej mały móżdżek zaczął przetwarzać te wszystkie informacje i pojawiły się kłopotliwe pytania.

Mamo, a skąd się bierze mała krowa?

No siedzi u mamy w brzuchu.

A jak wychodzi?

Yyyy, zaczęłam się jąkać niemiłosiernie. Postanowiłam jednak wykorzystać fakt, że miała już przerobioną „pipcię”, „muszelkę” i „siusiaka” i oględnie wytłumaczyłam, że „z pupci”. Błąd.

Z pupci? Fuj!!! Z pupci wychodzi kupa.

Masz babo placek. Przecież nie będę czterolatce tłumaczyć, że kobiety mają TAM dwie dziurki. A może jeszcze mam pokazać?

Dobra – mówię. – Ty masz muszelkę, a Szymuś ma siusiaka, tak? No i tej muszelki właśnie wychodzi mała krowa.

Aha – odparła ze zrozumieniem, a ja poczułam bezbrzeżną ulgę, że to tyle na ten temat. Niestety nic z tego.

A ja skąd się wzięłam?

Ty się wzięłaś z brzuszka. Mamie rozcięli brzuszek, bo nie mogłaś wyjść z muszelki.

Tak, a potem ci go zaszyli. Tak jak wilka w siedmiu koźlątkach?

Dokładnie tak.

Czyli ssak jest z muszelki, a ja z brzuszka. To dobrze, że nie z pupci, bo pupa jest śmierdząca.

Co robią w takich sytuacjach mamy, które nie mogą pokazać dziecku namacalnego dowodu w postaci blizny po cesarce? Nie mam pojęcia, ale już im współczuję. Więc póki co stanęło na tym, że ptaki są z jajek a ssaki z muszelek. Mam nadzieję, że to na pewien czas wystarczy.