Syndrom zaprzeczania ciąży

Sytuacja, kiedy podejrzenia kobiety, co do tego, że zaszła w ciążę, okazują się być złudne, nie należy do rzadkości.



Podziel się na


Mimo, że objawy ciąży trudno pomylić z jakąkolwiek chorobą, to jednak wiele zakupionych w aptece testów ciążowych okazuje się być tylko „fałszywym alarmem”. Czy jednak może się zdarzyć sytuacja odwrotna? Czy można zajść w ciążę, co więcej – nosić maleństwo pod sercem przez dziewięć długich miesięcy i nie być tego świadomym? Chociaż trudno w to uwierzyć, syndrom zaprzeczania ciąży istnieje naprawdę i mimo mylącej nazwy – dotknięta nim kobieta wcale nie stara się ukryć swojego stanu. Ona po prostu o nim nie wie.

Czym jest?

Zjawisko, o którym mowa, polega na tym, że przyszła mama, mimo obecności w jej ciele rozwijającego się płodu, nie ma świadomości zachodzących w jej organizmie procesów. Nie doznaje typowych dla ciąży symptomów, takich jak mdłości czy wymioty, nie odczuwa nadmiernego przyrostu wagi, nie obserwuje nawet zaokrąglającego się brzucha. Czy tego rodzaju objawy zupełnie jej nie dotyczą? W pewnym stopniu na pewno. Jednak nie są dla niej na tyle odczuwalne, aby wywołać podejrzenia co do potencjalnej ciąży. Macica, która znajduje się pośrodku miednicy mniejszej, w warunkach prawidłowych jest pochylona i zgięta ku przodowi. Jest ona w stanie się przemieścić zarówno ku przodowi jak i ku tyłowi, a w czasie ciąży – ku górze i na boki. W przypadku wystąpienia tzw. syndromu zaprzeczania podnosi się ona w górę, wzdłuż kręgosłupa albo w okolicę mięśni brzusznych. Syndrom ten, jak pokazuje doświadczenie, może mieć dwojaką postać – od częściowego do całkowitego zaprzeczania. W pierwszym przypadku, kobieta po pewnym czasie orientuje się co do swojego stanu (kiedy znajduje się w ciąży zaawansowanej), w drugim – o swoim macierzyństwie dowiaduje się w chwili porodu. Nagle, zupełnie dla niej nieoczekiwanie, zaczyna odczuwać silne bóle oraz skurcze, które okazują się być – początkiem akcji porodowej.

Kogo dotyka?

Niektóre z badanych, dotkniętych syndromem zaprzeczania odznaczały się w przeszłości zaburzonym stosunkiem do własnego ciała, nie akceptowały samej siebie, czuły do siebie wstręt i odrazę.

Zdiagnozowane przypadki ciąży zaprzeczonej pokazują, że dotknięte tym zjawiskiem kobiety, to osoby w wielu sytuacjach zupełnie zdrowe – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Mimo tego badania wykazały, iż może istnieć pewien związek pomiędzy uaktywnieniem się syndromu zaprzeczania, a przeszłością kobiety. Niektóre z badanych pacjentek odznaczały się w przeszłości zaburzonym stosunkiem do własnego ciała, nie akceptowały samej siebie, czuły do siebie wstręt i odrazę. Chodzi w tym wypadku o takie doświadczenia jak anoreksja czy bulimia. Inne badane wykazywały deficyt na poziomie relacji z własnymi matkami. W relacjach tych brakowało wzajemnych uczuć, zrozumienia. Kobietom w czasie, kiedy kształtowała się ich struktura psychiczna, a więc na etapie dzieciństwa, nie została przekazana wiedza (zarówno teoretyczna jak i praktyczna) na temat tego, czym jest rodzicielstwo, macierzyństwo, kobiecość. Wykazywały się one ponadto nieumiejętnością okazywania uczuć, emocji, zamykały się niejako w swoim ciele, blokowały własną, naturalną ekspresję. Często jednak syndrom ujawniał się u kobiet, które wcześniej były już matkami. W tym wypadku jego wystąpienie tłumaczy się czynnikami subiektywnymi, takim jak: kłopoty zawodowe, rodzinne, niegotowość na ponowne macierzyństwo, przekonanie o bezpłodności własnej lub partnera, podejrzewana menopauza, a co za tym idzie – niemożność zajścia w ciążę.

Poród z zaskoczenia

Jak wygląda poród kobiety, która nie ma zupełnie świadomości tego, co właśnie zaczyna się z nią dziać? Przypadki, jakie rejestruje się na świecie pokazują, że większość dzieci pochodzących z „zaprzeczonej ciąży” rodzi się w warunkach, które znacznie odbiegają od tych, panujących na sali porodowej. Korytarz, samochód, winda, wanna… Kiedy nadchodzi rozwiązanie, kobieta zaczyna odczuwać nieoczekiwane skurcze. Jest przerażona, ponieważ nie wie, co się z nią dzieje, nie rozumie tego, co czuje. To zupełnie naturalne. W okresie, kiedy inne spodziewające się dziecka kobiety przeglądały kolorowe gazety, serwisy i foldery dla przyszłych rodziców, uczęszczały do szkoły rodzenia, a co najważniejsze – przygotowywały się do tej chwili pod czujnym okiem swojego ginekologa, ona – żyła tak, jak co dzień. Co więcej, brak fachowej pomocy lekarza i położnej, którzy z oczywistych przyczyn nie są obecni podczas tego rodzaju porodu powoduje, że w wielu przypadkach kończy się on poważnym uszczerbkiem na zdrowiu maleństwa, a niekiedy nawet – śmiercią.

I co potem?

Pozostaje pytanie, w jakim stanie przychodzi na świat maleństwo, z którego istnienia matka nie zdawała sobie sprawy przez cały okres jego życia płodowego. Wiele się mówi na temat tego, jak ważny jest kontakt rodziców z rozwijającym się dzieckiem już od pierwszych dni jego życia pod sercem mamy. Budowanie rodzicielskiej więzi już na tym etapie skutkuje w przyszłości sprawniejszym rozwojem malucha. Mama, głaszcząc swój brzuch, daje maleństwu sygnał, że wszystko jest w porządku, że o nim pamięta, że jest dla niej bardzo ważne. Podobnie działa „rozmowa” z maluchem. Dźwięk głosu mamy, to najbliższy mu (nie tylko w sensie przestrzennym) odgłos, który uspokaja maluszka, sprawia, że czuje się on wyjątkowo bezpiecznie i pewnie. Dziecko, którego mama się nie spodziewa, z naturalnych przyczyn będzie uboższe o te właśnie, najwcześniejsze sygnały miłości. Czy odczuje to w dorosłym życiu? Trudno o tym przesądzać. Wiele z pewnością zależy od tego, jak „nieoczekiwane” maleństwo zostanie przyjęte przez swoich rodziców. Czy będzie dla nich jedynie dodatkowym, nieprzewidzianym obciążeniem czy raczej – niespodziewanym acz wspaniałym cudem?