Wojny domowe – jak mądrze spierać się w małżeństwie?

Spory są tak stare, jak długie są małżeństwa. Co więc zrobić, żeby burzliwe kłótnie zamienić w twórcze wymiany zdań?



Podziel się na


Cała sztuka w tym, żeby małżeńskie spory służyły porozumieniu, a nie były jedynie rozwiązywanym życzeniowo środkiem rozładowania emocji. W ten sposób staną się przecież jednokierunkową drogą prowadzącą donikąd – a tego żaden z partnerów na pewno nie chce.

Na ubitej ziemi

Zacznijmy od ustalenia czasu i miejsca akcji – jeśli mamy warunki, a atmosfera domowa wciąż nam służy – wybierzmy domowe zacisze. Jeśli nasze temperamenty są bliskie wenezuelskim telenowelom lub są zdolne do rozpętania III wojny światowej – wybierzmy się do kawiarni z dyskretnymi lożami. Może to właśnie świadomość trzymania nerwów na wodzy pozwoli dotrzeć dalej, niż się spodziewamy. Jeśli już ustaliliśmy konkretne miejsce i czas – respektujmy je i nie wywierajmy presji, kładąc na przykład nacisk na przyśpieszenie rozmowy – nie chodzi przecież o dominację, ale o dialog.

Pozbierać myśli

W czasie sporu mówmy przede wszystkim spokojnie, nie przerywając sobie. Mówmy o własnych uczuciach, a nie podejrzeniach, szczególnie na temat myśli i zachowań naszego partnera. Przeważnie są to strzały kulą w płot (i nic więcej jak twórczość własna wątpliwej jakości). Wychodzi z tego krytyka – oględna, asekurancka, a na dobitkę nieszczera. I to jest wielki błąd, bo dyskusja ma być wymianą naszych uczuć i poglądów, nie katalogiem wyrzutów i samonakręcającą się spiralą agresji, w której szukamy potwierdzenia winy. To coś na kształt słynnego stwierdzenia, że „nikt nie wmówi nam, że białe jest białe, a czarne jest czarne”, ale tym razem to nie przejęzyczenie. Jeśli więc poczujemy, że schodzimy na niewłaściwe tory, a dyskusja zamienia się w kłótnię i sztukę dla sztuki – poprośmy o chwilę przerwy, zanim rozpętamy piekło na ziemi. Przecież nasza rozmowa ma nam pomóc, wspólnie nas dokądś doprowadzić.

Mów, co Ci leży na sercu

Żaden związek nie przetrwał bez nieporozumień – szczególnie, jeśli przybywa rodzicielskich obowiązków.

Nigdy nie udawaj, że nic się nie dzieje. Jeśli coś Ci leży na sercu, nie wstydź się i nie oszukuj siebie i innych, bo wtedy także Ty ponosisz część winy za zaistniałą sytuację. Żaden związek nie przetrwał bez nieporozumień – szczególnie, jeśli przybywa rodzicielskich obowiązków, tak jak żaden człowiek nie jest bez skazy, chyba że na pomniku (a nawet te mają rysy). Tak samo nie gódź się z sytuację, kiedy po – zdawałoby się – załatwieniu wszystkich problemów i wynegocjowaniu porozumienia, druga strona nie wywiązuje się z ustaleń. Najpierw raz, potem drugi i takie „wyjątki” w braniu odpowiedzialności za własne słowa staja się normą. Nie rzucajmy więc słów na wiatr i miejmy wzgląd na siebie, bo łatwiej nam będzie być z kimś, kogo kochamy, kochać kogoś, kogo szanujemy, a szanować tę osobę, którą naprawdę rozumiemy (a przynajmniej staramy się). I nigdy nie kłóćmy się przy dzieciach – one nie powinny być częścią małżeńskich sporów.

Obwód otwarty – obwód zamknięty

Kobiety głównie mówią o swoich uczuciach i emocjach. Mężczyźni nie wnikają w niuanse i po prostu analizują sytuację na zasadzie problem – rozwiązanie.

Podstawowa różnica między kobietą a mężczyzna w kryzysowych sytuacjach to język, jakim się porozumiewamy. Podczas gdy kobiety mówią o swoich uczuciach i emocjach, o tym jak odbierają dane sytuacje, co budzi w nich takie czy inne skojarzenia, mężczyźni nie wnikają w niuanse i po prostu analizują sytuację na zasadzie problem – rozwiązanie. Dla faceta rozważania partnerki to „paplanina” i rozwodnione dywagacje; w tym czasie dla płci pięknej typowo męska logika to gruboskórny i toporny mechanizm o konstrukcji cepa. Aby więc zaskoczyło śmigiełko, zapaliła lampka czy zamknął się obwód (jak kto woli) – dołóżmy jak najwięcej starań, żeby poznać ten drugi – tylko z pozoru – obcy nam język. Warto.