Wychowanie dziecka – płatna praca czy zadanie kobiety?

Od zarania dziejów najważniejszą rolą kobiety było wychowanie dzieci i zajmowanie się domem. Dziś każda z pań może realizować się w wybrany przez siebie sposób.



Podziel się na


Wiele z nich chętnie nadal poświęca się wychowywaniu swoich pociech. Od kilku lat toczy się dyskusja nad tym, czy za zajmowanie się domem i dziećmi powinno się kobietom płacić tak, jak za pracę na pełnym etacie.

Według badań GUS-u „Kobiety i mężczyźni na rynku pracy” z 2008 roku, w Polsce żyje 53% biernych zawodowo kobiet i tylko 37% mężczyzn. Większość z tych pań zajmuje się domem. Bynajmniej nie jest to „siedzenie w domu” i nic nie robienie, jak często się mówi. Każda z nas wie, ile siły i czasu trzeba poświęcić na owo „siedzenie” i ile czynności jest do wykonania przy wychowywaniu dzieci i prowadzeniu gospodarstwa domowego.

Praca na 24 godziny na dobę

Praca w domu zajmuje około 7- 10 godzin dziennie i powinna być wyceniona na ok. 2500 zł.

Gdy kobieta decyduje się pozostać w domu wykonuje w nim szereg prac: pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy – wcześniej je planując, zajmuje się dziećmi: przewija, ubiera, karmi, zawozi i przywozi z przedszkola, bawi się z nimi, uczy i wychowuje. Gdy mieszka w domu jednorodzinnym dodatkowo musi np. opalić w piecu, przekopać ogródek, posiać warzywa, później je zebrać. W razie potrzeby zajmie się też drobnymi naprawami i opłaca rachunki.

Koniecznie też powinna zadbać o siebie, by ciągle być atrakcyjną dla męża. Wszystkie te czynności zajmują minimum 7 godzin dziennie. Kilka lat temu GUS wyliczył, że taka praca jest warta 1100 złotych miesięcznie. Dużo więcej taka praca kosztuje według ekonomistów – aż 2500 zł. Panie podważają i te cenę podkreślając, że ich praca nigdy się nie kończy i trwa całą dobę. Na ile więc należałoby ją wycenić? Czy da się w ogóle to zrobić?

Dyskusja trwa

Od kilku lat toczy się dyskusja na temat tego, czy powinno się płacić kobietom za prace wykonywane w domu. Wokół całej sprawy narasta wiele kontrowersji. Przede wszystkim – kto miałby płacić? Państwo, samorządy, a może sami mężowie? I czy same kobiety na pewno chcą być opłacane? Tu zdania są podzielone. Według badań większość chciałaby, by ich praca traktowana była tak, jak każda inna. Chciałyby też móc zarobić i odkładać na przyszłą emeryturę. Jest to ważne, gdyż poświęcając całe swoje życie rodzinie pozbawione są na starość wszelkich świadczeń.

Przeciwniczki

Wśród pań nie ma jednogłośności – wiele z nich nie chce, by ktoś płacił im za to, że są ze swoją rodziną i o nią dbają. Podnoszą argumenty, że czułyby się jak opłacane kucharki i służące. W takiej sytuacji partner mógłby nawet reklamować opłacane usługi, np. po tym, jak kobieta cały dzień spędziłaby na gotowaniu i sprzątaniu. Na takie rozwiązania nie godzą się także feministki i panie, które prace domowe wykonują dodatkowo, pracując także zawodowo. One nie dostałyby żadnej zapłaty, choć także zajmują się domem, a dodatkowo pracują zawodowo.

Możliwe rozwiązania

Niedawno podobna dyskusja toczyła się w Niemczech, gdzie chciano wprowadzić tzw. premię za „stanie przy garach”. Taki zasiłek wychowawczy przysługiwałby paniom, które zamiast posyłać dziecko do żłobka czy przedszkola, zostałyby w domu by się nimi zajmować. Nie mogłyby jednak w ogóle pracować. Takie działanie miałoby zachęcić do powiększania rodziny. Przeciwnicy uważają, że jest to cofnięcie się w czasie i zaprzepaszczenie tego, co wywalczyły kobiety przez ostatnie dziesięciolecia.

W Niemczech kobietom płaci się także wysokie becikowe – przez rok po 1800 euro miesięcznie. Przez kolejne dwa miesiące urlop wychowawczy płatny może wziąć także ojciec. Łącznie para dostaje od państwa około 25 tysięcy euro.

W Norwegii dobrze rozwiązany jest problem pozbawiania prawy do emerytury, gdy kobieta zajmuje się dzieckiem. W tym skandynawskim kraju z dzieckiem może pozostać każde z rodziców. Dostaje za to 3000 koron i zachowuje prawo do emerytury, czyli opieka nad potomstwem traktowana jest jak każda inna praca.

W Polsce nie ma raczej szans na to, by płacić kobitom. Możliwe jest jednak wprowadzenie rozwiązań, które zapewniłyby paniom zachowanie prawa do świadczeń na starość. Wystarczałoby, by w tym czasie odprowadzane były choć minimalne składki na przyszłą emeryturę. Opcja płacenia wszystkim paniom pozostającym w domu nie wchodzi w grę, ponieważ spowodowałoby to brak kandydatek chętnych do tradycyjnej pracy. A wtedy nie miałby kto opłacać składek.

A Wy drogie Panie co myślicie – płacić, czy nie?