Życie miłosne

Od pewnego czasu ciągle słyszałam skargi na Szymusia. Dzień po dniu moja córka wracała rozżalona z przedszkola, informując mnie, że niższy o pół głowy kolega powiedział jej, że śmierdzi, że wygląda jak baba-jaga, że jest spalonym mięsem i inne równie wyrafinowane epitety.



Podziel się na


Na początku pocieszałam, żeby się przejmowała, potem kazałam jej powiedzieć, że Szymuś jest głupi, a w końcu nauczyłam ją dawać silnego kuksańca. Ponieważ jednak skargi na Szymka nie milkły, postanowiłam porozmawiać z panią wychowawczynią.

Jak to się nie lubią? – Pani zrobiła tak wielkie oczy, że Bambi się chowa. – Przecież ciągle ze sobą tańczą, dają sobie buziaczki i chodzą razem w parze.

???

Kto się lubi ten się czubi – podsumował mój mąż, a ja uznałam, że chyba musi mieć rację.

8 marca moje dziecko wróciło do domu z dwoma laurkami: od Maksia i od Michałka.

Szymuś nie zrobił ci laurki? – zapytałam zdziwiona.

Nie, zrobił dla Amelki. Nie lubię już Szymka.

Szybko poszło… no, ale przecież na monogamię ma jeszcze czas. Parę dni później byłyśmy w sklepie, gdzie kupiłam mojej córce piękną spódnicę. To znaczy piękną według wszystkich dziewczęcych standardów – różową, uszytą z koła, z masą falban. Pełnia szczęścia. Mało brakowało, a poszłaby w niej spać.

Następnego dnia Nelka wymaszerowała dumnie do przedszkola, kręcąc piruety na chodniku. 8 godzin później usłyszałam:

Mamo ta spódnica jest brzydka.

????

Maks powiedział, że jest pognieciona.

????

Dzień później ubrała się w granatową spódnicę z aksamitu. 8 godzin później usłyszałam:

Mamo ta spódnica jest brzydka.

????

Maks powiedział, że jest czarna. (Dla niezorientowanych: czarny to najbrzydszy kolor na świecie. Najwyraźniej czteroletnie dziewczynki nie doceniają jeszcze jego cudownych wyszczuplających właściwości).

Złote dziecko, czy w twojej grupie nie ma żadnych koleżanek? – postanowiłam przeprowadzić śledztwo. – Dlaczego nie bawisz się z Julką, Madzią, Amelką? I dlaczego przejmujesz się wszystkim, co mówią ci mali chłopcy? – Zostałam zignorowana. Dowiedziałam się natomiast, że Maks z Nelką zaplanowali już wspólne wakacje nad morzem. Z tatą Maksa jako transportem. Wakacje zostały przez moją córkę odwołane parę dni później, bo „Maks jest głupi”. Oświeciła mnie pani wychowawczyni, że powodem kryzysu był nawrót uczuć Nelki do Szymusia. Moja córka wybrała jego na swojego partnera do pary, co złamało Maksowi serce na całe popołudnie (co wiem od mamy od Maksia). Wkrótce jednak stosunki się ociepliły i Maks zaprosił Nelkę na swoje czwarte urodziny. Jako jedyną z całego przedszkola. W tej całej burzliwej historii uczuciowej, to było akurat bardzo wygodne dla nas, bo moja córka cały tydzień chodziła jak w zegarku. Wszelkie próby buntu można było zdławić w zarodku tylko jednym zdaniem: „Jeśli się zaraz nie uspokoisz, nie pójdziesz na urodziny do Maksa”. Czary-mary. Szkoda, że Maks nie obchodzi urodzin co tydzień… Ale wracając do meritum – przed wejściem na imprezę Nelka ruchem jak z reklamy ściągnęła sobie fotkę z włosów. Bo dla Maksa mają być rozpuszczone.

Ostatnio odwiedził nas dawno niewidziany przyjaciel mojego męża. Patrzył zauroczony na Nelkę i w końcu rzekł: „Oj stary będziesz miał przechlapane jak ta mała podrośnie„. Spóźnione proroctwo – już to wiemy. Tylko spodziewaliśmy się tłumu adoratorów za jakieś 12 lat, a nie tuż przed czwartymi urodzinami. Byłam przygotowana na to, że każde kolejne pokolenie wszystko zaczyna szybciej. Doskonale pamiętam jak wisiałam głową w dół na trzepaku, powiewając rozpuszczonymi włosami przed Bartkiem, którego widok przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Ale zaraz. Byłam wtedy w drugiej klasie szkoły podstawowej, a nie w przedszkolnej grupie Żabek…

Tak się zaczyna konflikt pokoleń.