Czy agresja kobiet istnieje?

Pomyślałam sobie, że wrzucę granat do tego słodko-cukierkowego świata młodych mam i małych dzieci i napiszę o agresji kobiet. Mam nadzieję, że zechcecie przeczytać i podyskutować.



Podziel się na


Wszystko wzięło się z tego, że pamiętam niestety, pamiętam moje własne napady złości po urodzeniu mojego dziecka. Nie, to nie był baby blues, może byłam co najwyżej zmęczona i poirytowana, i samotna (psychologowie podkreślają zależność między agresją i lękiem). Ale chciałam wyrzucić moje dziecko przez okno, albo komuś oddać. Gdy synek podrósł, zdarzyło mi się dać klapsa lub złapać mocniej niż bym chciała – największym wyrzutem sumienia jest potem czerwony ślad na delikatnej pupie. Czy składacie już na mnie donos do rzecznika praw dziecka? Czy może jestem jedyna? Inni rodzice po cichu też zwierzali mi się z napadów złości i frustracji, wywołanych zachowaniem dziecka, no, głównie zachowaniem dziecka. Tak szczerze, to wściekają się na dziecko wszyscy, którzy spędzają z nim chociaż dwie godziny dziennie.

Dlatego nie mogę słuchać i oglądać reportaży o molestowanych, bitych i upokarzanych dzieciach – pewnie dlatego, że w głębi duszy sama wiem: to takie proste skrzywdzić kogoś, kto jest mały i całkowicie od Ciebie zależny. A przecież nie jestem jakimś zwyrodnialcem, mam skłonność do autoanalizy i wsparcie ze strony ojca dziecka. I wiecie, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że temat oficjalnie nie istnieje, oprócz raportów o przypadkach karalnych, w tonie łzawo-sensacyjnym, zawsze w sosie patologicznym.

Owszem, można przeczytać zalęknione pytania, czy dziecku można dać klapsa i czy to jest już od razu porażka wychowawcza, ale nikt otwarcie nie mówi o agresji kobiet wobec dzieci i kobiet właśnie. Rąbka tajemnicy uchylił ostatnio „Twój Styl” w reportażu opowiadającym o trzech bohaterkach: jedna – lubiana w pracy, w domu wyżywa się na dzieciach i mężu. Rzuca pilotem, chlusta synowi wodą w twarz, wrzeszczy na córkę. Dwie pozostałe: mobbingują i obgadują podwładne i koleżanki z pracy. Idąc tropem reportażu, znalazłam jedną książkę o agresji kobiet, zresztą niewydaną po polsku: Woman’s Inhumanity to Woman Phyllis Chesler. Autorka, amerykańska psycholog, omawia przypadki typowe i skrajne: kobiecą zawiść wobec innych kobiet, plotkarstwo i agresję werbalną, matczyne podkopywanie poczucia własnej wartości u córek, powszechne przekonanie, że kobieta jest złym szefem dla kobiet, a także – w kulturze islamu – namawianie i uczestnictwo kobiet w zabijaniu, obrzezaniu i namawianiu do samobójstwa innych kobiet.

O agresji kobiet wobec dzieci nie znalazłam niczego, prócz ostrzeżeń, że potrzebujesz pomocy. Czy więc wszyscy rodzice przedszkolaków potrzebują pomocy? A przecież dopiero starsze dzieci ćwiczą nas w wyprowadzaniu z równowagi, a ostre słowa rodziców palą dłużej i boleśniej niż klaps czy policzek.

Czemu o tym wszystkim piszę? Bo chciałabym się rozgrzeszyć, a może znaleźć sposób na radzenie sobie ze złością, zanim dam tego osławionego klapsa? Bo spodziewam się córki i nie chciałabym, żeby miała do mnie żal o to, o co ja mam do swojej mamy, a ona pewnie do swojej…