Okiem przyzwoitki

– Tatusiu, a co ty tam szukasz? – pytam na widok ojca schowanego u mamy pod kołderką.



Podziel się na


Tatuś szuka mojego brzuszka – słyszę odpowiedź.

To ja ci zaraz pokażę, gdzie mama ma brzuszek – ofiaruję uprzejmie i ściągam z nich kołdrę. – No przecież tutaj. (O rany! Jak można nie wiedzieć takich rzeczy?!)

Jakieś to wszystko podejrzane. Sto razy na dzień gadają o brzuchach – że za grube, za duże, za obwisłe – a jak przychodzi, co do czego, to nie wiedzą, gdzie je mają. Takie dziwne rzeczy to oni robią bardzo często. Wystarczy ich spuścić na moment z oka, a już się bawią w rybki Nemo. To jest w sumie bardzo fajna zabawa, tylko nie rozumiem, dlaczego mi nie wolno rozdziawiać buzi do całowania, a im tak? Gdy każę mamie wystawić język i próbuję go polizać, to jest wielkie oburzenie, że tak się nie bawimy.

Albo to okropne przytulanie. Stoją na środku pokoju i obejmują się.

Spokój – mówię i wypcham się między ich nogi. – Nie wolno tak robić.

Dlaczego nie wolno? – pyta tato.

Bo to jest moja mamusia i nie wolno ci jej dotykać.

Mama jest też moja.

No chyba się z choinki urwałeś. Doprawdy, czy to tak trudno zrozumieć? Wszyscy wiedzą, że mamy są własnością dzieci i że się ich nie rusza bez pytania. Gdy ja mu ruszam jego zabawki na biurku, to od razu wrzeszczy i wysyła mnie do kąta. Jak próbuję go przekonać, że pilnie potrzebuję jego kluczyków do samochodu i portfela, to się zaczyna wściekać jeszcze bardziej. Ale już w drugą stronę ta reguła nie działa. Próbuje mi wmówić, że mama należy również do niego. Hola, hola! Odrobinę konsekwencji proszę, tak?

Na spacerze z nimi też wieczny kłopot. Wystarczy, że na moment pochylę się nad jakąś mrówką, a oni już trzymają się za ręce. A od tego tylko krok do jakieś przytulania i obejmowania. Muszę nieustannie dawać im do poniesienia kamyki, patyki i kwiatki, żeby im te ręce jakoś zająć. Wtedy oni zawsze wychodzą z tą swoją nudną śpiewką, że nie zabieramy tego domu. A kto mówi o jakimś zabieraniu tych śmieci do domu? Mają je tylko trzymać podczas całego spaceru, a przed domem wyrzucić. Przecież nie będę sobie zaśmiecać pokoju.

Innym sposobem na rozdzielenie ich od siebie jest zajęcie pozycji środkowej i trzymanie mamy po prawej, a taty po lewej. Tę metodę stosuję wyłącznie wtedy, gdy wokół nie ma nic ciekawego do oglądania czy dotykania. Jej zaletą jest to, że można pobawić się w skakanie. Oczywiście dopóki mama nie stwierdzi, że jej ciężko i że chce trzymać tatę za rękę. Ta to jest uparta!

Daj mi rękę! – żądam stanowczo.

Nie. Ty będziesz szła po jednej stronie, a ja po drugiej – pada odpowiedź.

Niedoczekanie twoje.

Ale ja chcę skakać jak kangurek – próbuję jeszcze być uprzejma i wyjaśnić jej swoje motywacje.

Ale mnie boli ręka i nie chcę się tak bawić.

Ręka ją boli? Trerefere. Jakoś nie boli jej, kiedy trzyma tatę. Nie chce po dobroci? Nie ma sprawy. To ja się położę na chodniku. He, he. 1:0 dla mnie. Jestem u taty na rękach, a ona idzie sama obok. A widzisz? Po co ci były te dyskusje?

Ta moja mama to w ogóle jest jakaś niekumata. Cały czas wierzy w to, że mnie przechytrzy – że włączy mi bajkę, posadzi na fotelu, a sama będzie się do taty przytulać na kanapie. I na dodatek wmawiać mi, że ogląda film. Żeby temu zapobiec, stosuję metodę „na wyobraźnię”. Wdrapuję się tacie na kolana i wkładam mamie stopę w oko.

Spadaj na drzewo, mała – słyszę.

Nie jestem żadnym drzewem!

Nie powiedziałam, że jesteś drzewem, tylko, że masz na nie spadać.

To należy puścić mimo uszu i z przekonaniem powtórzyć:

Nie jestem żadnym drzewem. Jestem Bambi, a ty jesteś Felinką.

A tato, kim jest?

Znowu punkt dla mnie – nie ogląda już filmu i nie wisi na tacie. Jutro podsłucham, jak chwali się przed dziadkiem przez telefon, że ja mam taką „cudownie bujną wyobraźnię”.

Tata jest strasznym Zugorem i zaraz nas zje. Uciekajmy!

Wtedy ojciec zaczyna ryczeć, a my piszcząc uciekamy z kanapy. Cel osiągnięty – już się przytulają. Bonusik – zajmują się mną.
Moja rada dla innych dzieci? Zorganizuj im czas aż do pory spania. Nie, nie twojej pory spania, tylko ich. Masz 100% pewności, że po 23:00 odejdzie im ochota na przytulanie, szukanie brzuszków pod kołdrą czy całowanie a la Nemo. Kiedy usłyszysz, jak chociaż jedno z nich mówi: „Boże, jaki / a jestem padnięty /a”, możesz spokojnie odpłynąć w objęcia Morfeusza. I mieć pewność, że nie wyskoczą ci z jakimś głupim prezentem w postaci braciszka.